Powiedz mi co lubisz

Posted on

Większość pomysłów, które znajdują zastosowanie w mojej firmie bierze się z codziennego życia. Tak było też z nazwą SHE/S A RIOT.

Nie było tak, że siedziałam godzinami przy biurku i zastanawiałam się, jak nazwać markę. Kolega fotograf z Nowego Jorku pracujący dla WireImages (akurat nic związanego z modą – fotografia medyczna, brrr…) w rozmowie z moim bratem wypowiedział takie zdanie: „Your sister, she’s a riot”. Uznałam, że trafił w sedno – ta marka i ubrania, które powstają pod jej szyldem, idealnie odzwierciedlają mój nieco zadziorny charakter, który demonstrowałam od wczesnych lat dzieciństwa (to chyba temat na osobny odcinek;).

Ale dziś SHE/S A RIOT to już nie tylko ubrania.

Jako osoba namiętnie prenumerująca mnóstwo tytułów i uznająca książki za bardziej niezbędne w mieszkaniu sprzęty niż łóżko czy ekspres do kawy (a wszyscy, którzy znają mnie bliżej wiedzą, że miłość do poduch i stosownych dawek kofeiny znajdują się w top 10 mojej życiowej listy przyjemności) już pod koniec ubiegłego roku wprowadziłam w życie w naszym butiku koncept RIOT KIOSK – obok ubrań i dodatków znalazły się wyselekcjonowane magazyny z całego świata z dziedzin od mody, przez architekturę, kulturę, aż po biznes. Zawsze mam stosy takich czytelniczych akcesoriów w okolicach łóżka – dlaczego nie podzielić się moimi wyborami z gośćmi butiku?

Chwilę później przyszedł czas na książki i spotkania autorskie – okazało się bowiem, że w intymnym otoczeniu wnętrz butiku wszyscy poczuli się jak na kameralnej domówce, rozmowy stały się swobodne i do dziś dostaję prośby o więcej. Zapewniam – będzie więcej!

Wyznaję zasadę, że swoje życiowe przyjemności chcę budować na doświadczeniach z pogranicza sztuki i kultury: tak jak ubrania może być dziełem sztuki, tak samo np. obraz czy piękny mebel może być częścią przyjemności, absolutnie porównywalną z doznaniami, jakie zapewni nam wspaniały kosmetyk, zapachowa świeca czy espresso przygotowane z najwyższym kunsztem przez doskonałego baristę.

Koleżanka malarka opowiedziała mi ostatnio historię o tym, jak na jej obraz zbierała sobie pieniądze nauczycielka z małej szkoły. Nie zawodowa kolekcjonerka, nie aukcyjna spekulantka licząca na wzrost wartości inwestycji, nie krytyczka sztuki. Po prostu ktoś, komu obraz bardzo się spodobał.

W nowym butiku SHE/S A RIOT chcę stworzyć przestrzeń, w której będą się mogły realizować takie przyjemnościowe marzenia, o których rozmawiamy, o których piszecie. Nie dlatego, że będą tam rzeczy zgodne z najnowszymi trendami. Ale dlatego, że będą przeze mnie osobiście wyselekcjonowane po ty, żebym mogła Wam pomóc znaleźć to, co najlepiej do Was pasuje: do Waszego stylu życia, charakteru, osobowości czy nastroju.

Ostatnio dowiedziałam się, że najczęściej mówi się o SHE/S A RIOT jako budowanej spontanicznie marce osobistej (to się nawet pojawiło w jednej pracy doktorskiej dotyczącej polskich młodych biznesów). Nie wyobrażam sobie budowania marki w inny niż osobisty sposób: to emanacja mnie i mojego gustu, a nie skalkulowane przedsięwzięcie.

Dlatego wzruszają mnie mejle, które kierujecie bezpośrednio do mnie czy wiadomości na fanpage’u marki, które zaczynacie od słów “Jeśli to możliwe – proszę przekazać pani Ewelinie” (kocham to!) i gdy jesteście w szoku, kiedy Wam na nie osobiście odpiszę (w zasadzie nie jestem pewna czy nie bardziej Was szokuje, że odpisuję np. o 2 w nocy;).

Dla Was właśnie otwieram to nowe miejsce.

Zapraszam od 19 marca, dom handlowy Mysia 3.

Ewelina

Pupa jako przyjemny początek

Posted on

Prawie cztery lata temu, w czasie pobytu w Nowym Jorku, gdy szłam ulicą ubrana w kombinezon uszyty według mojego pomysłu, jakiś chłopak krzyknął do mnie na przejściu dla pieszych:  – Your ass looks great in those pants! („ Twój tyłek super wygląda w tych spodniach”). W pierwszej chwili trochę mnie zatkało, ale to bezpośrednie stwierdzenie obcego faceta bardzo mnie też rozbawiło. Roześmiana odpowiedziałam „ Idziesz o zakład, że nie tylko tyłek?” ;)

Nasz dialog trwał kilka sekund. Ale stał się przyczyną rewolucji w moim życiu. Wróciłam do hotelu, przejrzałam się w lustrze i pomyślałam sobie: “Miał chłopak rację” (śmiech). I druga myśl, że fajnie by było pomóc innym dziewczynom, żeby ich tyłek też wyglądał dobrze w ciuchach, które wymyślam.

Tak właśnie, w zasadzie w ułamku chwili, powstał w mojej głowie pomysł na stworzenie własnej marki. Wszystko zaczęło się zatem od chęci sprawienia innym dziewczynom przyjemności;)

Pierwsza minikolekcja SHE/S A RIOT, którą zrobiłam (dokładnie miesiąc po tym spotkaniu na pasach), składała się wyłącznie z kombinezonów. Krótko później w internetowym sklepie SHE/S A RIOT (shop.shesariot.com) jest blisko 100 modeli ubrań.

Dziś jestem z marką na zupełnie innym etapie. Za kilka dni otwieram nowy butik w Warszawie na Mysiej 3. Po to, żeby w jednym miejscu skupić nie tylko ubrania, ale i inne rzeczy, które w budowaniu tych życiowych przyjemności mają pomóc. Jakie? Zdradzę już za chwilę!

Ewelina

Kawa, praca i inne przyjemności

Posted on

Należę do osób niecierpliwych i efekty swojej pracy chcę widzieć natychmiast. Według moich standardów z rozpoczęciem pisania tej historii czekałam zatem dość długo: około 40 minut. Ten czas w całości poświęciłam na pełne zaangażowania zdzieranie naklejek ze swojego dziewięcioletniego macbooka (metodami zdywersyfikowanymi: od nagrzewania suszarką po nasączanie oliwką do masażu). Operacja zakończyła się sukcesem, więc w euforycznym nastroju zasiadłam do pisania (pochwalę się: w tych 40 minutach zmieściłam się jeszcze ze zrobieniem kawy). W końcu tym się zajmowałam przez ostatnie 12 lat, zanim stworzyłam SHE/S A RIOT (pisaniem, a nie robieniem kawy, choć pewnie, gdybym dokładnie przeliczyła wypijane codziennie filiżanki na przestrzeni ponad dekady, to mogłoby się okazać, że do CV, obok długiego doświadczenia dziennikarskiego mogłabym też wpleść niezły staż w roli baristki).

W związku z tym, że zadajecie mi mnóstwo pytań (w przysyłanych mejlach czy w czasie realnych spotkań) dotyczących marki SHE/S A RIOT, prowadzenia firmy, inspirujących kobiet w biznesie (i nie tylko), ubrań, ciekawych facetów, jedzenia, pięknych przedmiotów, książek, dziennikarstwa i Britney Spears  – czyli życiowych przyjemności wszelkiej maści – postanowiłam, że zaproszę Was do tworzenia ze mną tej opowieści. Tak się akurat świetnie składa, że wszystkie z tych tematów żywo mnie interesują;) Opowiem Wam tu o riot przygodach, tworzeniu marki, byciu swoją własną szefową (#girlboss) i wszystkim tym, czego nie przeczytacie na metce ubrań SHE/S A RIOT. Bo, co niektórzy już wiedzą, historia SHE/S A RIOT zaczęła się od … pupy.

Ale o tym w następnym odcinku.

PS. Pomysły, zapytania, wskazówki, życzenia – kierujcie do mnie na ewel@shesariot.com.

O ile nie będą dotyczyły: wspinaczki wysokogórskiej, uprawy roślin czy kredytów hipotecznych (na tym niestety średnio się znam;) – z przyjemnością je przeczytam i być może zainspirują mnie do stworzenia kolejnych rozdziałów.

Do następnego razu!
Ewelina