Jak stworzyć dobry koncept w branży kreatywnej? Odbierać telefon!

Posted on

Pierwszy raz telefon zadzwonił jakieś pół roku temu. Bylam akurat na spotkaniu, miałam potem oddzwonić. W natłoku spraw zapomniałam. Po tygodniu był telefon przypominający- odebrałam akurat na przystanku, tak wiało, że nie dało się rozmawiać – chciałam oddzwonić, ale wyleciało mi z głowy. Potem, przy trzecim telefonie, powiedziałam “tak”, bo już było mi trochę głupio. Potem dostałam w mailu podsumowanie, ale codziennie do mojej skrzynki wpada jakieś 100 wiadomości, więc szybko rzeczony mail straciłam z pola widzenia bez otwierania. A jak wiadomo, co z oczu to i z serca, więc spokojnie o sprawie zapomniałam.

Ostatnio znów zadzwonił telefon. Z przypomnieniem. Znowu gdzieś biegłam. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że nei jestem fanką rozbudowanych konwersacji telefonicznych. Wolę spotkania w realu, więc do telefonu raczej mruczę: tak, nie, może, do zobaczenia. Tym razem też by tak było, ale coś mi się nie zgazało. Jaki wykład? Na jaki temat? Że co? 17 września? No dobra, najwyżej wyskoczę z butiku, gdzie akurat mialam umówione spotkanie. Że gdzie? W Gdyni? Nie, no raczej nie da rady, to za dwa dni. Że jak? Ja się zgodzilam i już zapisali się uczestnicy? I że już wszystkie miejsca w auli są zajęte?

Jak powszechnie wiadomo życie jest nowelą, więc to był dokładnie ten moment rozmowy, kiedy na chwilę musiałam się zatrzymać, żeby połączyć fakty. Z tego połączenia wyszło mi jedno: za 2 dni mam być w Gdyni i poprowadzić wykład na temat: “Jak stworzyć dobry koncept w branży kreatywnej” w ramach spotkań organizowanych przez Gdyńskie Centrum Wspierania Przedsiębiorczości.

Nie mam problemu z działaniem pod presją czasu czy z robieniem miliona rzeczy w otatniej chwili. Jest jednak coś, czego nie mogłam przewidzieć. Następnego dnia obudziłam się totalnie chora. Zatkany nos, gorączka. Lojalnie poinforowałam o tym fakcie organizatorów, ale nie miałam sumienia odwoływać wykładu. Po prostu obok przygotowania prezentacji miałam jeszcze jeden cel: wyzdrowieć w 24h.

Ten drugi plan nie do końca się powiódł, ale, wyposażona w rozgrzewającą herbatę, zjawilam się na wykładzie. Miejsce akcji: gdyński InfoBox – czyli lokalne obserwatorium zmian miejskich. Trudno o bardziej inspirującą lokalizację dla rozmowy!

Nawet wielka chrypa nie byla w stanie ujarzmić mojego temperamentu – kiedy opowiadam, macham rękami i biegam po sali. Tematu prezentacji: “Jak stworzyć dobry koncept w branży kreatywnej” nie potraktowalam dosłownie – moja opowieśc o budowaniu SHE/S A RIOT to nie był zbiór złotych rad ani wyliczanka biznesowych osiągnięć- takich prezentacji widziałam dziesiątki i wiem, że mnie osobiście nic bardziej nie inspiruje niż szczera opowieść o tym, jak wybrnąć z biznesowego impasu, jak sobie można radzić w sytuacjach, gdy prowadzenie firmy nie zawsze wygląda tak jak na zdjęciach na Instagramie, by tworzyć firmę, która jest rentowna, ale oprócz zgadzających się cyferek daje dużo więcej – energię i zmiany na lepsze w naszym codziennym życiu!

gdynia foto do blogaCzy się udało? Prezentację przeżyłam (i nawet spadla mi gorączka), a tylu ciepłych słów i wnikliwych pytań nie otrzymałam już dawno. I tutaj chciałabym bardzo podziękować Dorocie Próchnickiej – za cierpliwość i zapał w zapraszaniu mnie (tak, to ona tak niezmordowanie dzwoniła i pisała) i za informację, z jaką wróciła do mnie już następnego dnia: podobno tak entuzjastycznych komentarzy i reakcji nie było jak dotąd po żadnym wykładzie.

I za tę wspólną super kolację w Głównej Osobowej też dzięki – było pycha!

PS: Bardzo dziękuję wszystkim, którzy byli na spotkaniu. Tym bardziej, że dla wielu z Was było to również pierwsze spotkanie z SHE/S A RIOT. Powodzenia w Waszych biznesach i jeżeli macie jakieś pytania – piszcie koniecznie na ewel@shesariot.com

Mam nadzieję do zobaczenia wkrótce!

Can I kiss you?

Posted on

Ostatnio do butiku wkroczył przystojny cudzoziemiec. Uroczo nam się rozmawiało. Pedro z Brazylii okazał się szarmancki, dowcipny i koniecznie potrzebował prezentów z Polski dla rodziny i przyjaciół. Pracuje w branży reklamowej, jest człowiekiem o dużej wrażliwości estetycznej. Od razu wpadł mu w oku ćmielowski wazon z linii giętej. Po chwili kolejny (z tej samej linii). Do tego książka “Dom jako forma otwarta. Szumin Hansenów” (wydanie dwujęzyczne polsko-angielskie) i najnowszy MONITOR Magazine ze “Złym” Tyrmanda na okładce.

Rozmawiamy, jest wesoło, do konwersacji włączają się inni goście. Pedro powoli zbiera się do wyjścia, dziękuje za miło spędzony czas.

Pedro, it was a pleasure to meet you! – macham na pożeganie.

Pedro też macha, ale jakoś niepewnie. W ułamku sekundy zawraca, staje przede mną i mówi:

In Brasil we kiss. Can I kiss you?

PS. Następnego dnia spotkałam Pedro, który wraz z dwoma kolegami chciał wpaść do butiku. Było już po zamknięciu (niedziela), ale zawróciliśmy, żeby kolejni przystojniacy z Brazylii i Portugalii mogli kupić kolejne piękne wazony (!).

Udanego dnia Wam życzę!

Ewelina

PS. To ten wazon. Ćmielów Design Studio. Mamy go w naszym butiku na Mysiej 3 w Warszawie.

I250x250

Cyfrowe historie

Posted on

FullSizeRender (8)
Do niedawna mówiło się: pokaż mi co kupujesz, a powiem ci kim jesteś. To się zmieniło diametralnie, teraz mamy bardziej: pokaż mi ekran swojego telefonu, a powiem ci kim jesteś. Smartfon jest dziś najbardziej intymnym przedmiotem człowieka. Więc jeżeli marki znajdą sposób, aby pojawić się na naszych ekranach telefonów, będą bardzo blisko nawiązania z nami osobistej relacji i mają duże szanse, by stać się poważną częścią naszego życia. Na dodatek, co ogromnie ważne, tę interakcję już dziś można bardzo precyzyjnie zbadać: jak często ktoś wchodzi w daną aplikację, ile czasu w niej spędza, czy ją polecam znajomym.

IOT – Internet Of Things, to jest nasza nowa rzeczywistość.

Jeżeli podróżujesz i potrzebujesz wziąć lekarstwo, twoja torba może ci wysłać o tym stosowne powiadomienie, np.: “czas wziąć lekarstwo, które znajduje się w lewej kieszeni” . Albo proszę sobie wyobrazić torbę połączoną z programem lojalnościowym ulubionej linii lotniczej, która wyśle ci powiadomienie, że np. twój bagaż jest o 2kg za ciężki i trzeba go przepakować przed planowaną wyprawą na lotnisko. Brzmi dobrze, prawda?

Manuel Diaz to człowiek, który o tym, jak działają marki i ich odbiorcy, wie wszystko. Jest szefem francuskiej agencji Emakina zajmującej się budowaniem doświadczeń marek, jest odpowiedzialny za internetową strategię brandu Karla Lagerfelda. To jego agencja Tym bardziej cieszyłam się na spotkanie z nim – zawsze z przyjemnością słucham o biznesowych sukcesach popartych historiami opowiadającymi niejednokrotnie filmowe wręcz perypetie.

Zresztą, skoro sama prowadzę firmę, tworzę markę – chcę się uczyć od najlepszych.

Jak dziś, w świecie bombardowanym technologicznymi rozwiązaniami,  połączyć kupowanie online i offline? Czy z taką samą skutecznością można sprzedawać luksusowe torebki, gadżety technologiczne i wodę mineralną? Miałam na to spotkanie przygotowanych dziesiątki pytań!

Moją rozmowę z Manuelem Diazem przeczytacie w najnowszym wydaniu MONITOR MAGAZINE.

11174817_576210722482440_2787010027934399303_n

Manel Diaz dał mi radę:

Jako marka czy producent musisz ustawicznie myśleć o tym, jak znaleźć nowe życie dla swojego produktu, które pozwoli mu zaistnieć w życiu klientów firmy w nowej rzeczywistości. Bo ile jest dziś osób, które kupują np. tradycyjny budzik, który nie robi nic innego poza odmierzaniem czasu i ustawieniem alarmu? No właśnie.

MONITOR MAGAZINE kupicie oczywiście w naszych butikach: Warszawa, Mysia 3 oraz Poznań-Jeżyce, Szamarzewskiego 17 i online: http://bit.ly/1HT0Sg5

Zresztą, poza moim wywiadem, w magazynie jest mnóstwo do czytania – idealna lektura na majówkę. Zapowiedzi najciekawszych artykułów i wiadomości z życia redakcji – wszystko znajdziecie na fanpage’u MONITOR MAGAZINE:

https://www.facebook.com/monitormag

Udanego dnia!

Ewelina

Moodboard przyjemności

Posted on

10863762_10204414869789512_902833737_n

Relaks to dla mnie cisza. Wyłączony telefon, kąpiel z pachnącym olejkiem lub w towarzystwie zapachowej świecy (na zdjęciu: dostępne w naszych butikach, ulubione świece ITTAR, więcej przeczytacie o nich tutaj http://shesariot.com/ittar-pachnace-towarzystwo/, fot. Tomek Albin), książka. I jeszcze raz cisza. Mój tryb życia najlepiej ilustruje znaleziony na Instagramie cytat:

bb88af18321c68d4db71d964345faf9e

Po całym dniu (i nierzadko części nocy) spędzonym na pracy, potrzebuję chwili wyłącznie dla siebie. Więc na pewno rozumiecie, że na nic bardziej nie czekam (w związku z przedłużającym się nieco remontem mieszkania) niż na wannę właśnie, bo zanurzenie się po całym dniu (lub na dnia dobry początek) w aromatycznej piance to dla mnie, od dzieciństwa, jedna z największych przyjemności.

A w butikach SHE/S A RIOT wszystko kręci się wokół przyjemności.

Screen Shot 2015-04-12 at 23.19.34

 

Jeszcze nie tak dawno wiele osób odwiedzających nasz warszawski sklep (Mysia 3, 2 piętro) było zdziwionych, że książki są u nas wyeksponowane na półce zaraz obok perfum, balsamu do ciała czy jabłkowej marmolady. Od otwarcia minął zaledwie miesiąc, a dziś najczęstszy komentarz to: “Ojej, jak pięknie, każda półka u was to jak gotowy moodboard”.

Dla mnie to od początku była naturalna droga prezentacji. Gdy zerknę na swój stół w domu czy szafkę – dokładnie tak samo to wygląda: gdy czytam, najczęściej też mam zapaloną pachnącą świecę, a obok jakiś ulubiony przysmak. Swoją codzienność przeniosłam na sklepowe półki. W tworzeniu marki jest to coś, o czym wielokrotnie się przekonałam: autentyczność działa i nigdy nie wychodzi z mody.

A wiecie co wczoraj w butiku sprawiło mi największą przyjemność? Gdy wpadł zziajany chłopak i powiedział: – Poznałem Was na Instagramie, codziennie oglądam na zdjęciach wszystkie cuda, jakie tu macie. Dziś akurat jestem w Warszawie i z dworca lecę prosto do was.

Do następnego razu!

Ewelina

Smurfy i porcelana

Posted on

11046396_982872975065312_2370026735701733192_n

Wracając do czasów dzieciństwa pamiętam swój pierwszy kontakt z wzornictwem. Matka pracowała w Zakładach Porcelany Ćmielów, więc zamiast drewnianych klocków moimi zabawkami w czasach PRL-u były kultowe dziś figurki, których pierwsze modele osiągają na eBay’u zawrotne ceny. Brzmi to dość burżuazyjnie, ale wtedy były to po prostu zwierzątka, którymi się bawiłem i które – niejednokrotnie – traciły części ciała, kiedy temperatura zabawy sięgała zenitu. Te, które cudem uszły z życiem, okazywały się genialnymi prezentami urodzinowymi typu last minute dla licznych ciotek i wujków. 

Dziś oczywiście ta wspomnieniowa refleksja ma gorzki smak, bo miałbym jedną z największych w Polsce kolekcji kultowych figurek z Ćmielowa, i to wzorów, które dziś uchodzą za absolutne białe kruki. A tak ich krótki żywot kończył się w czterech ścianach mojego dziecięcego pokoju. Spieszmy się kochać dobry design, bo tak szybko odchodzi.

Tak swoje pierwsze doświadczenia z ikonami wzornictwa z Ćmielowa opisał niedawno w felietonie Sebastian Kustra, redaktor naczelny i wydawca MONITOR MAGAZINE (całość przeczytacie tutaj: http://entertheroom.pl/kustra-spieszmy-sie-kochac-design-4635).

Bardzo mnie ten felieton rozbawił nie tylko dlatego, że naczelny jest moim osobistym bratem, ale również dlatego, że w tych zniszczeniach (i przywołanych wspomnieniach) miałam swój osobisty (i przyznaję, bardzo duży) udział.

Odkąd pamiętam w naszym rodzinnym domu herbatę piliśmy w filiżankach ze złoconymi brzegami, a ciasto podawaliśmy na talerzykach z kobaltową obwódką. Zupa pojawiała się na stole w porcelanowej wazie i nalewało się ją przepiękną porcelanową chochlą.

Moje lalki piły ze złoconych ćmielowskich minifiliżanek (tak, dokładnie tych, które w zamyśle projektu z przełomu lat 50. i 60. były naszyjnikiem na łańcuszku i które dziś stanowią kolekcjonerski rarytas). A na nasze urodziny mama (artystka-plastyk, ręcznie malowała wzory na porcelanie na serwisach tworzonych na specjalne zamówienie, np. dla królowej brytyjskiej Elżbiety II) robiła nam szalone prezenty: dostawaliśmy np. najlepszą zastawę z rysunkami … np. Smurfów.

Dlatego oczywiste było dla mnie, że porcelana z Ćmielowa musi pojawić się w butiku SHE/S A RIOT. Wszystko według zasady sprawiania sobie drobnych przyjemności: przecież kawa podana w pięknej filiżance po prostu smakuje lepiej.

11150305_986838204668789_719816538549613682_n

W warszawskim butiku na Mysiej 3 mamy najnowsze ćmielowskie projekty z Ćmielów Design Studio Marka Cecuły.

Idę robić kawę. Udanego dnia!

Ewelina

Idealny prezent

Posted on

Screen Shot 2015-04-12 at 23.21.33

Dziś będzie opowieść dla tych, którzy kochają dobrze zaprojektowane wnętrza i dla tych, którzy nie mieli jeszcze okazji trafić do naszego butiku w Warszawie na Mysiej 3.  Kuba Pleśniarski zrobił nam piękne zdjęcia całości i dlatego uznałam, że to idealny moment, żeby nasz nowy sklep Wam zaprezentować.

Wnętrze butiku utrzymane jest w bieli przełamanej akcentami czarnego szkła i punktami zieleni. Projekt aranżacji całej przestrzeni powstał przy współpracy marki SHE/S A RIOT z Studiem Robot, założonym przez  trójkę absolwentów Wydziału Wzornictwa warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych: Karolinę Chyziak, Krzysztofa Czajkę i Łukasza Wysoczyńskiego, których realizacje od dawna mi się podobały. Stalowe rurki, laminowana sklejka i szkło plus gra płaszczyznami – dzięki tym rozwiązaniom nieco industrialny charakter miejsca zyskał osobisty i rozpoznawalny rys o jakim marzyłam.

Screen Shot 2015-04-12 at 23.19.56

Centralną część butiku stanowi ażurowa instalacja z roślinnością w roli głównej – monstera deliciosa nadaje pomieszczeniu niepowtarzalny charakter. Za aranżację roślinną odpowiada poznańska kwiaciarnia Kwiaty i Miut. A jak niektórzy z Was już wiedzą, montsera to jedna z moich absolutnie ulubionych roślin. Nasz butik działa dopiero od 3 tygodni, a każda z nich wypuściła już przynajmniej cztery nowe liście!

Najbardziej cieszy mnie, gdy słyszę, że SHE/S A RIOT na Mysiej 3 to idealne miejsce dla poszukujących wyjątkowego prezentu dla kogoś bliskiego lub dla siebie. Ostatnio regularnie wpadający do nas na zakupy pan powiedział: – Gdy u was jestem, to jakbym wpdał w jakąś dziurę w czasoprzestrzeni, niby się spieszę, ale siedzę już u was 40 minut i chciałbym kupić wszystko.

Screen Shot 2015-04-12 at 23.19.34

Czekamy na Was w Warszawie na Mysiej 3 (2 piętro) od poniedziałku do soboty w godzinach 10-20 i w niedziele w godzinach 12-18. Do zobaczenia!

Ewelina

ITTAR – zapachowe towarzystwo

Posted on

Zrzut ekranu 2015-04-05 o 22.12.48
Kocham pachnące świece. Niektóre aromaty pomagają mi się skupić, inne wybieram, gdy chcę się zrelaksować w wieczornej kąpieli. Chcę, żeby dodatkowo świeca cieszyła moje oko pięknym opakowaniem. Ostatnio nawet w podróż nie ruszam się bez słoiczka ze świecą ITTAR.

ITTAR to dla mnie idealne zapachowe i nastrojowe towarzystwo.

Świece ITTAR wykonane są w 100% z niemodyfikowanego wosku sojowego, są ekologiczne i nigdy żaden z ich składników nie był testowany na zwierzętach.

Nie zawierają stearyny, parafiny ani sztucznych barwników – dzięki temu świece są nietoksyczne, bezpieczne dla zdrowia i nieszkodliwe dla alergików. Można je bez problemu palić w pomieszczeniach, w których przebywają małe dzieci, osoby starsze, czy zwierzęta

Zarówno świece jak i opakowania są w 100% biodegradowalne, do tego są ręcznie robione w Polsce w rodzinnej manufakturze.

Już dziś chciałabym zapowiedzieć wtorkową premierę. 7 kwietnia w butiku SHE/S A RIOT w Warszawie (Mysia 3, 2 piętro) nie tylko pojawią się Wasze ulubione zapachy świec ITTAR, które w ostatnim czasie zupełnie się wyprzedały (np. kawa zbożowa z mlekiem czy delikatna biała herbata z płatkami róży), ale odbędzie się premiera zupełnie nowych aromatów. Mogę zdradzić, że do moich ulubionych nowości należą: świeża pościel, rum i egzotyczne drewno, tytoń i figi. A będzie ich dużo więcej.

Wprowadzimy też nową pojemność świec (240ml) – czyli Wasze ukochane świece ITTAR będziecie teraz mogli mieć w wersji “gigant”  – wtedy czas ich użytkowania osiągnie 70-80 godzin!

Już nie mogę się doczekać. Widzimy się we wtorek!

Ewelina

ittarcandles.com

Pachnące piękno

Posted on

22702_975116785840931_1897290272289060839_n

Serge Lutens to artysta i wizjoner. Nietuzinkowe zapachy tworzy w laboratorium, które zbudował w swoim zamku w Marakeszu. W przeszłości wiele lat był związany jako fotograf z francuskim magazynem Vogue (zaczął jako asystent Richarda Avedona i Helmuta Newtona), potem był dyrektorem artystycznym i kreatywnym u Diora, odpowiadał za międzynarodowy wizerunek marki Shiseido. Fotografuje, kręci filmy. Gdy w 1992 roku założył swoją markę perfumiarską – stworzył absolutnie nową jakość na tym hermetycznym rynku.

W warszawskim butiku SHE/S A RIOT na Mysiej 3 jest już najgorętsza nowość Serge’a Lutensa: zapach La Religieuse, o której sam mistrz mówi tak:

“Wybawienie od Dobra!

Równie biały jak śnieg jest kwiat jaśminu.

Moja religia jest Czarna”.

perfumy Serge Lutens, 460 pln
La Religieuse ma piżmowo-balsamiczne nuty, jaśmin w bardzo nowoczesnym wydaniu, odrobinę kadzidlanej intrygi. To zapach głęboki i filozoficzny.

Zresztą wszystkie zapachy Serge Lutens kryją w sobie niezwykłe nuty, których próżno szukać w popularnych perfumach.

Mój ukochany zapach Lutensa to Santal Majuscule – coś obłędnego: drzewo sandałowe miesza się tu ze szczyptą kakao i damasceńską różą w nieco konfiturowym wydaniu. Całość jest tak uwodzicielska, że gdy ostatnio wyszłam ze znajomymi na drinka i pachniałam tymi perfumami, sześć osób niezależnie mnie o niego zapytało, twierdząc, że “to musi być coś wyjątkowego”. Potwierdzam: ten zapach jest wyjątkowy.

nd.15547

- Każdy sukces w moim życiu zaczynał się od tego, że coś mi się nie podobało i od razu wymyślałem sposób, w jaki zrobiłbym to lepiej - mówił Serge Lutens w wywiadach. Dawno nie przeczytałam zdania, z którym zgadzam się w 100%. Chęć zmiany to największa siła napędowa. A ja już nie mogę się doczekać, aż Wam opowiem o kolejnych nowościach, które trafiają do butiku SHE/S A RIOT na Mysiej 3.

Kilka dni temu pewna pani w butiku powiedziała do mnie: – Ma tu pani tyle pięknych rzeczy, że chcę wszystko, zaraz zwariuję!

A będzie jeszcze więcej.

Ewelina

Koncepcja na concept store

Posted on

Ci, którzy mnie znają wiedzą, że kocham piękne przedmioty i w tym względzie nie uznaję kompromisów. Wyznaję zasadę, że nawet zrobienie listy spożywczych zakupów w ładnym notatniku przy użyciu stylowego ołówka w pewien sposób podnosi jej rangę i prozaiczną czynność czyni momentem obcowania z nietuzinkowymi, dobrze zaprojektowanymi przedmiotami.

Kiedy zaczynaliśmy budować portfolio marek, które chcemy, żeby były w naszym nowym butiku, przeprowadziliśmy setki rozmów z kontrahentami z całego świata. Opisywaliśmy im, że tworzymy miejsce z bardzo starannie dobraną selekcją ubrań, najlepszych magazynów i książek, niszowych perfum, pachnących świec i innych życiowych przyjemności – bardzo subiektywne, bez kompromisów. I słyszeliśmy najczęściej w odpowiedzi: “OMG, it sounds even better than Colette!”

Są tacy, którzy twierdzą, że najlepiej jest, kiedy marki nie można do niczego porównać, bo to świadczy o oryginalności. Ja się z tym w ogóle nie zgadzam. Porównanie do najlepszego concept store’u na świecie uważam za komplement totalny (a dopiero minął tydzień działalności SHE/S A RIOT na Mysiej 3!), a wyróżnia nas selekcja według niepodrabialnego kryterium: własnego gustu, budowanego latami doświadczeń.

Tworząc nową koncepcję od razu wiedziałam, że oprócz ubrań, muszą się w nim znaleźć inne rzeczy, które kocham. A notesów mam zawsze przy sobie przynajmniej trzy: w jednym zapisuję bieżące spraw do załatwienia, w innym robię notatki związane z planowaniem nowych przedsięwzięć, a odrębny notes prowadzę z zapiskami inspiracji i ulotnych pomysłów. Dyskretnie przemilczę tu dziesiątki notatników, które mam w domu (przywożę je z każdej podróży): wyjątkowych, z pięknym papierem, które tylko czekają na to, żeby trafić na swój moment.

notes nietzsche
Gdy po raz pierwszy rozmawiałam z Jackiem z londyńskiej The School of Life (szkoła, która prowadzi zajęcia z pogranicza filozofii i kulturoznawstwa i stawia sobie za cel ulepszania za ich pośrednictwem codziennego życia, jej hasło przewodnie to “Good ideas for everyday life”, a założycielem jest szwajcarski pisarz i filozof Alain de Botton, którego pewnie znacie z kilku wydanych również po polsku popularnych książek), od dawna byłam już zakochana w jednej z ich świec zapachowych (to temat na osobny odcinek), a na dodatek ich filozofia działania idealnie grała z moim własnym podejściem do życia, więc lubiłam czytać ich teksty czy słuchać wykładów. Kiedy jednak w jednym z moich zamówień internetowych nastąpiła pomyłka i zamiast kolejnej świecy dostałam zestaw notatników i dwie książki, w pierwszej chwili byłam nieco zdziwiona. Gdy jednak rozpakowałam paczkę i obejrzałam cytrynowe cudo z kolekcji “Big Thinkers” (Wielcy Myśliciele) – zestaw dwóch jaskrawożółtych, ręcznie wykonanych notatników: Nietzsche i Freud (z pięknym wprowadzeniem w osiągnięcia i dzieła obu panów i nawiązaniem do współczesności) od razu uznałam, że to jedne z najładniejszych notesów, jakie widziałam. Od razu zapragnęłam je mieć w nowym butiku SHE/S A RIOT.  Tydzień później tak się stało. Dziś jesteśmy jedynym miejscem w Polsce, gdzie można je kupić.

Takich rarytasów mamy w warszawskim butiku na Mysiej 3 więcej. Z przyjemnością będę Wam je (i ich historie) tutaj przedstawiać.

PS. Tak, będzie je można za chwilę kupić online – w tym temacie szykujemy dużą niespodziankę, premiera już w kwietniu.

A jeżeli znacie świetne marki,  które kochacie i chcielibyście, żeby były u nas – piszcie koniecznie na ewel@shesariot.com

Do następnego razu!

Ewelina

Butik SHE/S A RIOT na Mysiej 3: 3,2,1 start!

Posted on

Ostatnio przekonałam się po raz pierwszy w życiu o wielu rzeczach. Że mogę pracować 40 godzin z rzędu z jedną trzygodzinną przerwą na sen. Że mogę w ciągu jednego dnia wypić 8 kaw i przeprowadzić 90 rozmów telefonicznych (i wciąż mieć około 40 nieodebranych połączeń).  I o tym, że niemal jednocześnie 12 różnych kurierów dostarczy łącznie w ciągu godziny ponad 60 paczek. A na koniec szaleńczego maratonu pan szklarz, który robił gablotę na biżuterię do naszego butiku powie, że SHE/S A RIOT to najpiękniejsza nazwa, jaką kiedykolwiek słyszał.

Udało się. Oficjalnie od 4 dni działa najnowszy butik SHE/S A RIOT w Warszawie na Mysiej 3. Tak jak zapowiadałam chcę stworzyć przestrzeń, w której będą się mogły realizować życiowe przyjemności. W której znajdą się przedmioty przeze mnie osobiście wyselekcjonowane po to, żebym mogła Wam pomóc znaleźć to, co najlepiej do Was pasuje: do Waszego stylu życia, charakteru, osobowości czy nastroju. Dlatego od 4 dni spotykam się z Wam w butiku osobiście. Osobiście doradzam, osobiście pakuję Wasze zakupy. Jestem w 100% dla Was.

Kocham przedmioty, które mają wspaniałą historię. Kolejno będę Wam opowiadać historię tych rzeczy, które u nas znajdziecie, bo trafiły do butiku SHE/S A RIOT nieprzypadkowo.

A teraz bardzo Wam dziękuję za tak liczne przybycie w czwartek. Tomkowi Woźniakowi i jego cudownej ekipie z Kitchen Restaurant za pyszności, jakie przygotowali. Piotrkowi Chylareckiemu z cukierni Odette za najwspanialszą słodką niespodziankę. Karolinie, Łukaszowi i Krzyśkowi ze Studia Robot za wspólną wytężoną pracę nad aranżacją wnętrza naszego butiku. Radkowi i Łukaszowi z kwiaciarni Kwiaty i Miut za roślinną instalację. Monstera deliciosa to jeden z moich ukochanych kwiatów. Podobnie jak do ulubionych należą inspirowane designem lat 60. meble Noti, które są w naszym butiku w obiciu w wymarzonym przeze mnie kolorze stali (do tego jest to linia wyróżniona prestiżową nagrodą Red Dot Award).

Niedługo kolejne historie i kolejne niespodzianki. Bo otwarcie butiku SHE/S A RIOT na Mysiej 3 to dopiero początek riot pomysłów.

Do zobaczenia!

Ewelina